Wypoczwarzyć się – ale jak?

WYPOCZWARZYĆ SIĘ – ALE JAK?

Pomórnik. Kryminał ekologiczny Emilii Sadowskiej, na podstawie powieści Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych w Teatrze Polskim w Poznaniu.

Kryminał ekologiczny?… Już sam podtytuł przedstawienia pobrzmiewa groteską. W początkowej części obraca się to jednak przeciwko teatrowi. Widzimy wielkie przestrzenie sceny mocno zaciemnione, przemykające w niej postaci, a nawet ich grupki w pościgu za złem, na którego ślady w końcu trafiają. Są to resztki zwierzęcopodobne, czy nawet ludzkie – i wcale nie jedyne – jednak poszukiwanie ich, a potem momenty odkrywania nadto rozciągnięte w czasie i w dodatku tonące w mroku, czy leśnej ciemności pozbawiają szansy, aby ten groteskowy obraz miał należną mu ekspresję. Nie pomogą tu podniesione głosy aktorów, czy momentami nawet ich pokrzykiwania. Z kolei towarzyszące tym poszukiwaniom przydługie chwile ciszy, choć mogą być świadectwem strachu czy niewiedzy błąkających się po leśnych wertepach, nie dodają wigoru naszej ciekawości, abyśmy ochoczo towarzyszyli im naszymi emocjami i stosowną refleksją. Poniekąd zdezorientowanemu raczej, niż zaintrygowanemu widzowi – jakby na potwierdzenie dziwności, co bardziej odległych zakątków naszego kraju – jawi się nagle w tych ostępach leśnych olśniewająca gołymi ramionami śpiewająca diva. Warto tu dodać, że przypomina Ritę Hayworth, gwiazdę Hollywoodu z Gildy, hitu filmowego lat 40. minionego wieku. Ma to swój ironiczny sens i tu już chętnie przyklaśniemy, jeśli pamiętamy jak kultura i sztuka zakwita różnorako w rejonach odległych od jej centrów. Możemy jednak pytać szerzej, jak różne wyobrażenia i zachowania powstają czy uruchamiają się w świadomości zakotwiczonej korzeniami, by tak powiedzieć, w naszych duchowych „leśnych ostępach” – kiedy jednocześnie jest ta świadomość otwarta za sprawą przemian cywilizacyjnych na wszelakie nowości, modne poglądy, czy stereotypy zachowań. Wszystko to łączy się i zaplątuje w wielkim pośpiechu zachodzących przemian. Z całą beztroską dokonuje się wówczas prymitywne klecenie swego myślenia i języka, takież kształtowanie konkretnych zaangażowań i działań. Ten swoisty melanż starego z nowym podejmowany w bezrefleksyjnym zapale i z nadzieją, iż odnajdziemy się we wspólnocie na dzisiaj obowiązującej, objawia się w sposób szczególny właśnie na poboczach przestrzeni, gdzie dokonuje się nasza polska transformacja. I tutaj odnajduje się poznański Pomórnik… Żeby dokumentować ten rys rzeczywistości, zwłaszcza mentalnej, warto było reżyserce i adaptatorce Emilii Sadowskiej, mocować się z prozą Olgi Tokarczuk, a nam widzom mimo wspomnianych ułomności przedstawienia – nie przeoczyć go.
Ten obraz groteskowy i niekiedy wręcz schodzący do karykatury i śmieszności nie jest w istocie żadnym przerysowaniem. Każda transformująca się rzeczywistość skazuje jej uczestników na „wieczną” niedojrzałość, a tym bardziej tych żyjących na jej marginesie. Bez względu na swoje lata nigdy nie dorastają do sytuacji, do której doróść chcieliby za wszelką cenę, nawet gdy popadają w śmieszność. Stąd manifestowanie osobistego maksymalnego zaangażowania, stąd emocjonalność ponad potrzebę. Duszejko Barbary Krasińskiej jest taką wiecznie zaaferowaną, wiekowo już wyrośniętą harcerką, z powołania oddaną każdej sprawie. Może za dużo byłoby tego szarpania się, tych porywów ni stąd, ni zowąd, gdyby nie kryła się za tym bezradność wobec samej siebie, wobec swej samotności, w której nie potrafi znaleźć niczego pozytywnego, z którą nie umie sobie poradzić. Rola to bardzo niewdzięczna dla Aktorki, bo choć wymagająca precyzyjnego rozłożenia akcentów, to tak czy inaczej, nie przydająca postaci aktorskiego blasku. Po prostu osoba mocno zakręcona, a to nas wobec takiej postaci nieco dystansuje. Wtedy zarówno jej oddanie sprawie jak i buntowanie się nawet w imię słusznego założenia przyjmujemy z pewną rezerwą, czujemy, że bohaterka, choć odważna oraz bezkompromisowa nie przekroczyła progu koniecznej powagi, że w swoim nie pozbawionym racji buncie jest właściwie niedojrzała. Jakby w ogóle czasy przestały być poważne, choć ludzie cierpią, pragną, boją się, czy smucą, choć trapi ich to, co zawsze. A że tak jest, że Duszejko ma prawo być po trosze wariacko zbuntowaną, przekonują nas także inni, pośród których żyje. Mamy więc Żonę Prezesa Teresy Kwiatkowskiej, która będąc w towarzystwie w istocie żyje wyłącznie swoim monologiem, zresztą przez Aktorkę świetnie poprowadzonym, co publiczność natychmiast doceniła. Jest entomolog – entuzjasta Michała Kalety, któremu mikroskopijny, bezcenny owad znaleziony w lesie przesłania świat i trudno z nim o czymkolwiek innym rozmawiać. Z kolei Wojciech Kalwat w roli Księdza, którego znakomite aktorsko kazanie jest niczym innym jak sięganiem, czy wręcz udowadnianiem pełni swego panowania nad bożymi owieczkami, co potulnie słuchają, bo ich namiętności – w konkretnym przypadku polowania na dziką zwierzynę – będą im nie tylko wybaczone, ale łaskawie policzone jako dobro godne Bożej uwagi. Duszejkę jak zwykle ponosi, nie chce rozumieć takiej umowy społecznej Księdza z parafianami, której ofiarą mają paść biedne zwierzęta. Sprzeciwia się. Parafianie natychmiast stają w obronie Księdza i Kościoła – awantura gotowa. Przyznam się, że trudno było mi nie pomyśleć o naszym pięknym, historycznym Krakowskim Przedmieściu z miesiąca sierpnia – może jednak kiedyś razem z Parafianami i Duszejką dojrzejemy?

Pomórnik. Kryminał ekologiczny, na podstawie powieści Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych, Teatr Polski w Poznaniu.
Adaptacja i reżyseria: Emilia Sadowska; scenografia i kostiumy: Katarzyna Stochalska; muzyka: Marcin Mirowski; reżyseria świateł: Damian Pawella; asystent reżysera, inspicjent: Elżbieta Bednarczyk.
Premiera 11 września 2010 roku