Nie wymkniesz się…

NIE WYMKNIESZ SIĘ…

Pokojówki w Teatrze Nowym w Poznaniu. Szkic ukazał się również w „Czasie kultury” 4-5/2002.

Najpierw jest struktura tego mini-świata, podstawowy podział jego przestrzeni, wyznaczony scenografią. Mamy niewidoczny za ścianą apartament Pani, u której na służbie są tytułowe pokojówki, a przed nami na pierwszym planie (odwrotnie, jak w życiu, gdzie jest to zawsze na drugim planie) pomieszczenie na garderobę Pani oraz służbówka pokojówek, czyli konieczne zaplecze, przestrzeń bardzo funkcjonalnie związana z fasadą życia albo też jeszcze inaczej, po prostu „bebechy życia”. Pokojówki, tam za ścianą, uczestniczą w życiu Pani, wykonują polecenia, pozostając także milczącymi świadkami tego, co się dzieje. Dopiero tutaj przed nami na swoim prywatnym, osobistym „pierwszym planie” mogą reagować, oceniać, każda wedle własnego widzimisię.
W istocie dokonują powtórki tamtych zdarzeń i sytuacji po części z ich podtekstami, pamiętając o zamiarach, intrygach czy zamysłach, z których się zrodziły. Jednak tylko po części. Bo przecież powtórka ta jest weryfikacją, swoistym rewanżem czy odwetem na wydawałoby się nieosiągalnej dla nich rzeczywistości, mimo że są tak blisko, że w niej uczestniczą. Co istotne, jedynie w ściśle wyznaczonych granicach. Ale to nie wszystko. Bo może tak naprawdę, teraz dopiero w tej powtórce, tamto życie cudze i własne, inaczej mówiąc, życie Pani i jej pokojówek, może być przeżywane jako ich jedno. Dopiero teraz w tej powtórce, zlewają się te dwie rzeczywistości: czas przeszły, kiedy były z Panią z czasem teraźniejszym, kiedy zostały same w mieszkaniu. Dlatego nie łatwo rozróżnić kolejno wypowiadane kwestie z jakiego czasu pochodzą i przez kogo były wypowiadane. Powstaje w ten sposób na naszych oczach jedno niejako nowe, niepowtarzalne życie. Można powiedzieć, że dzieje się to w twórczym wysiłku ich obu, tak że sens pierwotny powtórki zostaje właściwie zatarty, a w każdym razie nie on jest najważniejszy. Pokojówki robią wszystko, aby przezwyciężyć „bebechy życia” oddane im niejako przez to życie w depozyt, choć są też po prostu ich częścią. Posuwają się tak daleko, że zabijają Panią, skazując siebie na ograniczenia, od których nie ma już odejścia. Stąd też te ich powtórki mają sens bardzo różnoraki, choć jednocześnie też i ograniczony. Tylko to im pozostało. Jedynie w ten sposób mogą swoje życie chociaż na chwilę uniezależnić od oplatających je relacji, skazujących na bardzo określoną, w gruncie rzeczy nieodwracalną sytuację.
Można te usiłowania pokojówek odnieść do odwiecznej tęsknoty człowieka, aby być tym i tamtym, tam i tutaj, wczoraj i dzisiaj. Byłaby to tęsknota do człowieka przekraczającego wszelkie granice i miary. Skąd się to w człowieku rodzi? Genet zdaje się mówić, że z nędzy żywota ludzkiego, który w istocie nisko przy ziemi i w wielkim ścieśnieniu się dokonuje. W tych wcale niechwalebnych warunkach szamotanie się człowieka przybiera różne zadziwiające formy, świadcząc jednak zarazem w dość pokrętny sposób o geniuszu ludzkiej wyobraźni, o niewyczerpanej w swej potędze energii, której jest źródłem. (…)