Maur wśród nas

Maur wśród nas

(„Otello” W.Szekspira w Teatrze Polskim w Poznaniu)

W czasach Szekspira i trwającej wówczas ekspansji Wenecji na Wschodzie, na obrzeżach Orientu, mógł się zdarzyć taki tytułowy wypadek. Dzisiaj po wiekach wędrówek w obie strony kontakty ogromnie się pomnożyły, mimo że dziegciem terroryzmu obecnie są naznaczone. Stąd problem „Maur wśród nas, to przede wszystkim wnikanie w złożoności, które stanowią o naszej relacji z ludźmi Orientu. Reżyser, Paweł Szkotak, tak właśnie czyta tragedię „Otella”. Jest ona dla niego przede wszystkim spotkaniem kultur dwóch obcy sobie światów. Już w poprzedniej jego szekspirowskiej realizacji, w „Hamlecie”, znajdujemy to weryfikujące spojrzenie wsparte o dzisiaj doświadczaną rzeczywistość. Duch ojca niczego tam nie inspiruje, kreuje go Hamlet by manipulować innymi. Tutaj Reżyser równie konsekwentnie zrywa z mocno ugruntowanymi wyobrażeniami. Oto zwycięski w boju Maur nie jest władczym wodzem, który promieniuje bezwzględną siłą, czy agresywnością, ani też, będąc mężem pięknej i kochającej Desdemony, nie manifestuje męskiej pewności siebie, czy wręcz władzy nad nią na każdym kroku. Otello Piotra Borowskiego to człowiek przede wszystkim wrażliwy, pełen wewnętrznej dyskrecji, delikatny z samej swej postury. Z racji swego usposobienia, i także konieczności jako wodza armii, jest człowiekiem skupionym i zamkniętym w sobie, pełnym skrytego napięcia, co musi skutkować gromadzeniem się emocji wybuchających niespodziewanie i gwałtownie w takim czy innym momencie. Charakterystyczna jest jego porywczość, skłonność do zaskakującego przechodzenia od łagodności i wyciszenia do gwałtownych reakcji,  do słów i czynów, których nikt by się po nim nie spodziewał. Z kolei Desdemona, Barbary Prokopowicz, córka senatora  już z racji pozycji swego ojca, ,ma zagwarantowaną przestrzeń dość swobodnego bycia. Fakt, że kocha Otella, tym bardziej czyni ją otwartą także wobec innych, ona się po prostu cieszy swoim uczuciem, które otwiera ją również dla innych, czyni przyjazną ich współobecności. Jest w tym bliska współczesnej młodej kobiecie coraz bardziej pewnej swego miejsca w życiu. Ich obojga wielkie wyobrażenie miłości, którą w sobie noszą – ją bardzo otwiera, a jego zamyka w sobie jak z nieprzetłumaczalną tajemnicą. W konsekwencji łatwo wtedy o nieuchronne zaplątanie, które oddala, nie zbliża. I tak z ich własnej wielkiej miłość może oto wyłonić się próg wobec którego nagle staną. Wystarczy, że ktoś temu pomoże.

Jago, Michała Kalety, doskonale tę właśnie prawdę o nich zrozumiał. Sam będąc ciągle adiutantem wodza, jest wiecznie kimś z tła dla tych co decydują. Nigdy z ich cienia nie wychodzi. Ale dzięki temu widzi i wie tak dużo o wszystkich. Jakby zza kurtyny swego podrzędnego stanowiska steruje tym co się dzieje na scenie życia. Niejako w rewanżu za swą anonimowość staje się niezwykle silnym graczem, biorącym odwet na rzeczywistości, która, można tak powiedzieć, że go zlekceważyła i, ktoś odpowiedni, kto akurat się nadarzy, musi za to zapłacić. Inaczej mówiąc, odchodzi się w tym przedstawieniu od traktowania zazdrości Otella i zawiści Jago jako kategorii przede wszystkim czysto psychologicznych, wręcz skazy wywodzącej się niejako z genetycznego naznaczenia osobowości każdego z nich. Tak naprawdę Jago zdaje się tutaj nie mieć nazbyt osobistego czy emocjonalnego stosunku do tych, których chce zniszczyć. Jego pasjonuje gra, w którą zamotał prawie wszystkich( to znaczy tych których chciał), i na planie tej gry bierze prawdziwy, niezwykle skuteczny rewanż za wszystko czym mógłby być. Tutaj sprawdza się namacalnie jego rzeczywista władza nad innymi, nad ich losem. I to wydaje się być jedyną racją jego istnienia. Dla niego wokół są tylko pionki, jedyny problem, czy uda się poruszać nimi dokładnie jak planuje, czy zrobią, co by chciał. Z reguły, stojąc na obrzeżu centrum scenicznego dziania, często wręcz na proscenium, wyraźnie, żeby być poza tym miejscem, gdzie sytuacje się rozstrzygają, zwraca się do widowni, i taki skupiony, logiczny i precyzyjny, przepowiada będąc w zwycięskiej, dzikiej euforii. Mówi wprost do nas, widzów, jak postacie za moment postąpią, co i dlaczego się stanie, jakie będę tego konsekwencje. Po chwili widzimy, że dokładnie tak właśnie się dzieje. Chwile, kiedy mówi, to tak, jakby to było studium człowieka, jak się kimś konkretnie staje, a przede wszystkim, jak można go prowadzić ku określonemu celowi. Aktor wydobywa niezwykłą, można by powiedzieć, że dotąd utajoną, mądrość tekstu Szekspira. Ta gra bardzo Jago pochłania. Po prostu opowiadanam teatr, który uruchamia. A to, co się w tym „teatrze” dzieje, czy ktoś kogoś się wyrzeka, rani, powoli, acz skutecznie, wykańcza, – w istocie dokonuje się bez jego czynnego udziału, tak przynajmniej ma prawo o sobie powiedzieć. Urzeczony, że tyle mu się udaje spowodować nie swoimi rękami – triumfuje. Ma po prostu świadomość rzeczywistego panowania i to z dystansu, choć jednocześnie jest ciągle tak blisko każdego z osobna. Stanowiskiem nie znacząc wiele, nie wchodząc w zależności od nikogo, potrafił to sobie zrekompensować z nadwyżką. Jest panem sytuacji, ale także, co w tym najistotniejsze – siebie samego. Nagła, milcząca, i w półcieniu dokonująca się scena seksu na sobie samym, przy tylko częściowym, dopełniającym udziale żony ,Emilii,(Barbara Krasińska), chyba zresztą po to, aby żona nie poczuła się zupełnie obok – w istocie zamyka obraz budowanej konsekwentnie bezwzględnej samotności człowieka. Okazuje się , że jest już kimś, kto nieomal w pełni sam sobie wystarcza, niby już prawie android, choć jeszcze w ludzkim ciele. I dlatego z takim oddaniem, pasją i niezwykłą swobodą wikła i zaplątuję ze sobą innych, tyle trudu i psychicznego prestidigidatorstwa, aby on sam mógł być tak naprawdę tylko ze sobą. Żywi się wyłącznie satysfakcją ze swych poczynań, ze sprawczych możliwości, jakie daje mu własna inteligencja, czy przyjemności swego ciała, kiedy nachodzi go taka potrzeba. Jago niczego dla siebie nie potrzebuje od nikogo, a jego relacja z Otello w moim odczuciu zdaje się nawiązywać do wyrafinowanej gry jaką dzisiaj świat Zachodu, usiłuje prowadzić z Orientem, który, broniąc swych, – wyłącznie dla nas, – archaicznych wartości, ucieka się do nagłych odruchów rozpaczliwego, ślepego, choć bardzo groźnego buntu. Wybuch gniewu Otella, który sam sobie zamyka drogę do pełni życia, ulegając grze Jago niepotrzebującego ludzkiego kontaktu z nikim, ma dzisiaj jakiś szczególny ciężar jeszcze do końca niedopowiedzianych znaczeń. W finale Jago, obserwując ostateczny upadek Otella, jeszcze ukryty z Emilią za kulisą wypowiada słowa, którymi wydaje na siebie poniekąd wyrok:„… Nie pytaj więcej. Odtąd nie powiem ani słowa.” On ani nie czuje satysfakcji ze zwycięstwa, ani nie ma świadomości zła, które od niego wyszło. Jest pusty i w ten sposób skończony – nie ma na czym żerować. To tak, jakby androida pozbawić źródła energii.

Jedynym momentem wytchnienia w tej rzeczywistości zagmatwanych relacji, to spotkanie zniewalającej swym otwarciem Desdemony z Emilią Barbary Krasińskiej. Nie ma tutaj w ich relacji nagle pani i jej służącej, są dwie kobiety: jedna zagubiona, zdezorientowana niepojętym zachowaniem męża, druga skazana przez swego męża na dwuznaczną wobec niej rolę W uciszeniu krótkiej chwili na proscenium przy kulisie odkrywają chwilę nieoczekiwanej wyzwalającej bliskości. Smak uczucia wraca jednej i drugiej, odnajdują się, i taki jest ich pocałunek; nie musi być niczego więcej, żebyśmy na widowni wiedzieli, że stało się dużo.

Inna scena, teatralnie świetnie zrealizowana, jest niejako zapowiedzią nieuchronnego rozpadania się ludzkich relacji, których finał będzie tak tragiczny. Oglądamy zabawę w obozie wojsk weneckiej armii na Cyprze nawiązującą wyraźnie do współczesnych znanym nam eskapad wojennych Zachodu na Wschód. To zagęszczenie męskości, kiedy naprawdę nic stać się nie może. Obraz chaosu, ludzkiego rozchełstania wyczerpujących się w ich pustce. Świetnie zrealizowana, dopracowana do szczegółu scena, gdzie ruch, gesty postaci tworzą obraz, który woła sam sobą, powiedziałbym, że o pomoc, wskazanie celu. (Natalia Draganik – ruch sceniczny)

Stąd też ostatnia kwestia Otella wypowiedziana po arabsku, ten powrót na koniec życia jednak do swych korzeni, jest dla nas jak klucz zamykający tajemnicę. To jak nieprzekraczalna granica światów, które się przenikają, a jednak pozostają osobno.

Teatr Polski w Poznaniu: „Otello”, William Szekspir. Przekład: Stanisław Barańczak.

Reżyseria: Paweł Szkotak; scenografia, kostiumy: Agnieszka Zawadowska;

muzyka: Krzysztof Nowikow; reżyseria świateł: Magdalena Górfińska; ruch sceniczny:

Natalia Draganik; asystent reżysera: Paweł Siwiak; inspicjent: Maria Skowrońska-Ferlak.

Premiera: 6 kwietnia 2013