Kiedy Polska przestanie być wiecznym kwietniem?

Kiedy Polska przestanie być wiecznym kwietniem?

(„Wieczny kwiecień” Jarosława Jakubowskiego w Teatrze Polskim w Poznaniu)

Kwiecień to najczęściej czas, kiedy ziarno jeszcze w glebie, pola dość szare, kiełkowanie nie dało pełnego efektu na jaki czekamy. Inaczej mówiąc , jeśli chcemy się dowiedzieć czegoś bliższego o stanie naszego życia publicznego, o wymiarze duchowym społeczeństwa, nie musimy wcale zaglądać do annałów CBA (tam dowiemy się o tych czy innych ludziach, jakimi niekiedy potrafią być i tyle), można natomiast, na chwilę przynajmniej, wyjść z objęć kultury masowej i przyjść do teatru. W omawianym przypadku mam  na myśli realizację sztuki „Wieczny kwiecień” w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur. Tutaj mamy obraz polskiej rzeczywistości publicznej zaklęty w znakach teatru. Mowa znaków może się wydawać mniej atrakcyjna od czytania tego, co przynieść nam może postać z teatru realistycznego. Zawsze jest jednak coś za coś. Udało się za to w tym przedstawieniu uchwycić  rys dzisiaj najważniejszy tego obrazu:  manifestującą się coraz agresywniej  niedojrzałość naszego życia publicznego.  Budowanie przedstawienia w oparciu o znak okazało się tak bardzo istotne, ponieważ celnie pozwala scharakteryzować naszą publiczną scenę z rożnymi jej wyskokami. A stało się to możliwe, ponieważ symbole, znaki nie tylko że zyskały specjalną rangę w społecznej komunikacji, lecz, co, rzeczywiście, groźne społecznie, zastąpiły racjonalną argumentację i przekonywanie. Po prostu coraz bardziej bierze górę znak, symbol zastępujący myślenie, a nie taki, który jest zwornikiem określonych treści, potrafi nas ku nim zwrócić i tylko tyle – reszta, a więc rzeczywiste poznawanie, zależy już od naszego myślenia. Tymczasem dzisiaj w życiu publicznym znak, symbol – ma wartość o tyle, o ile natychmiast nie tylko pobudza, co wręcz rozpętuje nasze emocje. I co gorsza w tym kryje się jego bezdyskusyjnie uznawana wartość. Rozmawiamy ze sobą na emocje, które bardziej mobilizują i to coraz większa zbiorowość. Pojawiają się: osoby-klucze słowa-klucze, przedmioty-klucze, zachowania-klucze, krótkie odzywki, pokrzykiwania, które definiują momentalnie na kogo zwrócić uwagę, kogo słuchać, kiedy od razu „wszyscy wiedzą o co chodzi”, i czyja jest racja, od kogo się odwrócić, kogo momentalnie potępić. Takim potężnym ,magnetyzującym wyzwalającym kluczem jest muzyka popu, która nie tylko przydaje aurę przedstawieniu, ona tworzy od razu atmosferę oddania, aż po całkowite  zatracanie siebie. Staje się ta muzyka  dla niektórych postaci dopingiem w szczytowaniu emocjonalności, jako znaku publicznego absolutnego porozumienia i jedności. Nie na darmo przywołany jest tutaj Kurt Cobain wokalista i gitarzysta , lider ‘’Nirvany którego znarkotyzowanie doprowadziło do śmierci(1994) w niejasnych do dzisiaj okolicznościach, a jednak jeszcze przez długie lata pozostawał  on niedościgłym wzorem zapamiętywania się  w marzeniach o nieograniczonym wyzwalaniu siebie, by tak powiedzieć „ze swojej starej skóry”, w czym zresztą kryła się  jego urzekająca siła oddziaływania . Jest też tutaj Cobain po trosze duchowym patronem naszego czasu , który wygląda na to, że źle się skończy, jako że ładunek jego emocjonalności ma w sobie coś ostatecznego, pcha postaci w różnych kierunkach, ale w gruncie rzeczy chodzi przede wszystkim o to, aby emocja mogła zaistnieć pełną swa mocą, dając tym dowód jedynej racji naszego istnienia, choć ciągle po ludzku, rozumnie w nas niewyartykułowana.   I tak Areczek ( Piotr B. Dąbrowski.) przechodzi niejako od Cobaina, którego już zabrakło do pielgrzymki której oddaje się z pełnym zaangażowaniem, jakby z kolei ta wędrówka  stawała się dla niego przeznaczeniem, w którym się spełnia poniekąd dzięki najzwyklejszym, prozaicznym dolegliwościom fizycznym tutaj stając się tym samym znakiem dopełniającego się ludzkiego losu i dlatego przyjmowanego  z pokorą. Choć są u niego momenty nieliczne, jakby opamiętania, czy po prostu przytomnienia, że coś nie tak, bo co ja właściwie robię, kim mógłbym być, gdyby ochłonąć, czyli pójść „po rozum do głowy”. Tak w każdym razie rozumiałem te momenty nie przystające do zapamiętałości Areczka, ale zrozumiałe u istoty ludzkiej, która zawsze ma szanse na to że pogubiona w jakimś momencie oprzytomnieje, odnajdzie się w maksymalnie prosty i poczciwy sposób. Jeszcze wyraźniej daje się zauważyć te chwile dezorientacji u Krzysia(Michał Kaleta) wlokącego ze sobą nieodłączny klęcznik jak swój los, chciany i niechciany, los poniekąd ofiary czemu oddaje się  z determinacją, choć czy akceptowanej w pełni? – Tu Krzyś sygnalizuje momentami coś wręcz przeciwnego, kiedy ni stąd ni zowąd  łypie niespokojnym okiem tu czy tam, wcale nie taki  pewny, co właściwie robi, kim naprawdę jest, czy mieści się to w porządku i regułach, których wcale  nie śmiałby się wyrzec. Ale jakie one właściwie są. I jak tu cokolwiek z tych kwestii rozstrzygnąć , kiedy już wtargnęły  postaci Ojca i Księdza Grzesia(Andrzej Szubski). Postaci prosto z plakatu, z przykazania jednoznaczne i pewne swego, co emocja sankcjonuje jako jedyną prawdę bezdyskusyjną, jedyną, która jak zwykło się mówić – jedyna równa front. I tak się dzieje. Bo równie pewnym i zwycięskim głosem ogłasza swój tryumf seksualny w pojedynku z siedmiuset kilkudziesięciu osobnikami płci męskiej młodziutka, delikatna Syntia ciesząca się tym naiwnie, jak dziewczynka, co wygrała najpiękniejszą lalkę w konkursie ( bezbłędna Barbara Prokopowicz). I co więcej, marzy się jej już nawet tysiąc osobników pokonanych w takich zawodach. Nie ma granic dla ludzkich emocji, która wszystko uświęci, każde głupstwo i wymyślone szaleństwo, podniesie do rangi symbolu i znaku wartości, której się będzie pragnęło bo będzie się myślało, że nas wynosi ponad zwyczajność. Jesteśmy więc świadkami absolutnego pomieszania z poplątaniem. Przedstawienie zmusza nas do pytania – i to największa jego zasługa! – jak stało się to możliwe, iż po  dwudziestu kilku latach, piękny dzień, rocznica naszej Niepodległości, staje się dniem podsumowującym naszą duchową klęskę?

Teatr Polski: „Wieczny kwiecień” Jarosława Jakubowskiego. Reżyseria i scenografia: Agnieszka

Korytkowska-Mazur ; kostiumy: Magdalena Dąbrowska; muzyka: Dawid Dąbrowski; ruch sceniczny:

Maciej Zakliczyński; reżyseria świateł: Marek Oleniacz; asystent reżysera: Piotr B. Dąbrowski ; inspicjent:

Elżbieta Bednarczyk.

Prapremiera: 1o listopada 2o12r.