Bestia z przymrożeniem oka

BESTIA Z PRZYMRÓŻENIEM OKA

Bestia z dramatu Rozbity dzban Henryka von Kleista w Teatrze Nowym im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu.

Ponad dwieście lat temu Henryk von Kleist napisał komedię o tym, jak zło i dobro zamienia się miejscami, i jak to jest możliwe. Oto sędzia szuka i chce osądzić winnego złu, które się stało, choć to on sam jest tego zła sprawcą. Czyli rzeczywistość na opak – problem przeznaczony dla komedii od zarania tego gatunku, nie obcy nam dzisiaj. Bo zdarza się, że na zło trafimy nawet tam, gdzie nasze poczucie sprawiedliwości winno znaleźć satysfakcję, czyli w sądzie. Owe dwieście lat, po prostu za wiele nie zmieniło na lepsze, stąd siła komediowego rażenia, które obnaża czy piętnuje zło ludzkiego kłamstwa lub przewrotności, może już nie robić wrażenia, tak jak by należało. Można powiedzieć, że do zła się przyzwyczailiśmy, często przyjmujemy je z dobrodziejstwem inwentarza. Stąd realizacja komedii realistycznej podejmującej temat: zła na co dzień. Z konieczności nieomal nieodzownie ciąży w kierunku krotochwili, czy groteski; i to w poznańskim przedstawieniu w reżyserii Janusza Wiśniewskiego odnajdujemy. Dodajmy, że sprzyja temu sama przyczyna komediowej perypetii; bo właściwie o rozbity dzban poszło, z utratą, którego jego posiadaczka, uparta pani Marta (Małgorzata Łodej-Stachowiak) nie mogła się pogodzić i do sądu przyszła. Złowroga w istocie myśl, iż zło może ukryć się w człowieku, który ma je ścigać, w naturalny sposób skłania do tego, aby z pewnym przymrużeniem oka rzecz traktować i przyglądać się perypetiom, jak opowieści na poły zabawnej. Rzecz jasna zło pozostaje złem, i opowieść Kleista, wiadomo że uderzała w ówczesne sądownictwo niemieckie, i co więcej, ostrze konsekwencji mogłoby także trafić w Autora. Na takie jego obawy wskazuje to, że umieścił akcję swej komedii w Niderlandach, pisząc to w Królewcu na drugim końcu ówczesnych Niemiec.
A dzisiaj u nas? Ciężar groteskowego rysu tej komedii z powodzeniem bierze na siebie Mirosław Kropielnicki w roli sędziego Adama, który sam siebie musiałby oskarżyć, bo to on rozbił dzban uciekając od córki pani Marty. Potłukł się przy tym nieźle, zgubił perukę, i cały taki pogubiony wikła się w wyjaśnieniach. Czy one kogoś przekonują? Jest wśród swoich, znają go dobrze, nawet pisarz (Paweł Binkowski), potencjalny kandydat na stanowisko po Adamie, nie odważy się wystąpić otwarcie, zna reguły gry. To przecież sędzia i usta się wszystkim zamykają. A kiedy przy skutecznej interwencji Radcy sądowego (Janusz Grenda), który przyjechał na inspekcję, sędzia Adam zostaje zdemaskowany i ucieka, ów wysoki urzędnik natychmiast łagodnieje. Nie nadaje tej kompromitacji rangi, nie domaga się zadośćuczynienia dla młodej, co miała paść ofiarą seksualnej bestii, nie chce głośnego wydarzenia, które by jemu osobistego splendoru przydawało, a ludziom uświadamiało przy okazji, że mogą mieć więcej do powiedzenia niż się im dotąd wydawało. Niech wszystko, co złe się stało znajdzie się jak najszybciej za nimi. Tylko uparta Pani Marta jest niezadowolona, bo satysfakcji sądowej nie otrzymała, ona jedna zachowuje ducha buntu i nadal chce się procesować z powodu doznanej szkody, czyli rozbitego dzbana. Tymczasem na stół idą już mięsa, sery, wina, trudne chwile mogą być szybko zapomniane. Przedstawienie toczy się zgrabnie w stosownym rytmie naprzód. Kłopotliwy sędzia – bestia znikł ze sceny i to jest dla Radcy najważniejsze, aby system, który przyjechał tu reprezentować i ratować jego prowincjonalne poślednie ogniwo, nie stracił nic ze swego autorytetu. Kto więc ukazuje się nam tu jako bestia przebiegła, umiejąca sterować ludźmi – nie trzeba dodawać.

Bestia z dramatu Rozbity dzban Henryka Kleista, Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu, Scena Trzecia.
Przekład: Zbigniew Krawczykowski; inscenizacja: Janusz Wiśniewski; kostiumy: Agata Uchman; asystenci reżysera: Anna Wachowiak, Krzysztof Przybyłowicz.
Premiera 17 czerwca 2011 roku